Ostatnio spróbowałam pysznego ciasta ze śliwkami u teściowej, nawet miałam się skusić, by zrobić w wersji tradycyjnej, oryginalnej, krok po kroku, jak mamusia przekazała, ale... nie byłabym sobą, gdybym się tak na starcie poddała i zrobiłam wersję moją bezglutenową - nie żałuję!
Obawy były, że wyjdzie zakalec, że się rozsypie, że szybko obeschnie, że będzie najzwyczajniej niesmaczne. Na szczęście wyszło idealne, inne niż mamy, bo bez masła, śmietany i z innej mąki, ale godne polecenia nie tylko dla będących na diecie bezglutenowej. Odrobinę przypomina mi tradycyjne ciasta (babki) włoskie, które można zakupić wracając z wakacji (te zawierają gluten).
Składniki:
3 szklanki mąki (u mnie: schar ryżowa, kukurydziana, z kasztanów jadalnych)
3 jajka
niecała szklanka cukru trzcinowego
ok. 150 ml jogurtu (u mnie jaglano-kokosowy z nerkowcami)
ok. 100-125 ml oleju ryżowego
2 łyżeczki bio proszku do pieczenia
łyżka cukru trzcinowego z wanilią
otarta skórka z limonki i sok wyciśnięty z połówki
śliwki
Jaka ubić na puszystą masę z cukrem i z c. waniliowym, dodać, jogurt i olej, następnie mąki z proszkiem i sok z limonki oraz skórkę. Ciasto przelać do formy (polecam sylikonową). Ciasto powinno być raczej gęste, kremowe. Wbić połówki śliwek nieco głębiej w ciasto, a resztę ułożyć na wierzchu (brzuszkami do dołu). Piec w rozgrzanym do 180 stopni C piekarniku przez ok. godzinę. Ja po 40 minutach przykryłam folią aluminiową z góry, żeby ciast doszło w środku, a nie spaliło się z wierzchu.
Wyszło idealne, wilgotne i miękkie, zachowując świeżość przez kilka dni. Przechowywać pod przykryciem.
Smacznego!