Niezbędnik mamy

Upragnione dziecko






Życzę owocnej lektury!

Coraz częściej spotykamy się z problemami z płodnością, zarówno u pań jak i panów. Wiadomo, że są przypadki cięższe, w których pozostaje jedynie nadzieja, ciężkie wymagające farmakoterapii i często inwazyjnych zabiegów specjalistycznych i te lżejsze, w których z pewnością jesteśmy w stanie pomóc sobie sami.
Zajęci pracą i codziennymi obowiązkami często nie przykładamy dużej wagi do naszego stylu życia, a przede wszystkim do naszego odżywiania. O tym głównie chcę napisać. Świadomość, że to co jemy ma wielki wpływ na funkcjonowanie całego naszego organizmu jest pierwszym stopniem do naszego zdrowia. Nie myślcie sobie, że chce się wymądrzać i że w 100% się do tego stosuje… Niestety ja jeszcze stoję na tym pierwszym stopniu, no może drugim, ale mam nadzieję, że pisanie o tym zobowiązuje.

Wracając do zdrowej diety, zostało udowodnione naukowo, że ma ona wielki wpływ na płodność. Między innymi naukowcy z Harvard School of Public Health wyodrębnili grupę produktów i nawyków żywieniowych mogących znacznie poprawić płodność.

Do diety należy włączyć:

1. Oleje bogate w kwasy jedno- i wielonienasycone, zamiast tłuszczów nasyconych pochodzenia zwierzęcego oraz tłuszczów trans obecnych w przetworzonej żywności np. chipsach, ciastkach, batonach.
2. Białko roślinne (rośliny strączkowe) zamiast białka zwierzęcego. Nie musisz jeść mięsa. (Należy jednak pamiętać, żeby uzupełniać żelazo, najlepiej z żółtka jaja - oczywiście wiejskiego, nie sklepowego)
3. Błonnik (produkty pełnoziarniste, warzywa, owoce, bakalie) zamiast produktów z mąki białej pszennej. (Należy pamiętać, że jeśli jemy produkty pełnoziarniste, powinny być wcześniej zakwaszone, czyli np. jeśli chleb pełnoziarnisty, to tylko na zakwasie, inaczej możemy tylko sobie zaszkodzić, gdyż pełne ziarno wymaga wstępnej obróbki w kwaśnym ph, najlepiej w obecności bakterii kwasu mlekowego lub octowego, wszystko po to, by zminimalizować szkodliwe działanie substancji zawartych w łusce ziaren, takich jak lektyny, fityny, gluten. To samo tyczy się kasz, płatków, mąk - te wystarczy namoczyć na noc w zakwaszonej cytryną wodzie).
4. Witaminy i minerały (świeże owoce i warzywa, soki wyciśnięte ze świeżych owoców, bakalie, kasze, jaja) Nie musisz spożywać nabiału, jeśli zadbasz o zbilansowaną dietę z uwzględnieniem warzyw krzyżowych i roślin strączkowych
5. Zamienniki cukru rafinowanego (cukier kokosowy, melasa, stewia, ksylitol, słodkie bakalie jak daktyle czy rodzynki, ewentualnie syrop klonowy, daktylowy, orkiszowy, pamiętając, by często je zmieniać).
Starajmy się, by na naszych talerzach było różnorodnie i kolorowo, a produkty wybierajmy ze źródeł ekologicznych i odpowiadały naszej strefie klimatycznej i określonej porze roku, czyli np. nie jedzmy świeżych, czerwoniutkich pomidorów zimą, a latem korzystajmy z naszych krajowych warzyw i owoców.
Zwróćmy uwagę na warzywa, owoce i bakalie bogate w niezbędny kwas foliowy. Znajdziemy go w orzechach nerkowca, szpinaku, kalafiorze, bobie, fasoli, brukselce, grochu, jajku, kapuście, sałacie, szparagach i pomidorach. Już na kilka miesięcy przed planowanym zapłodnieniem powinnyśmy zadbać, by w naszej diecie go nie zabrakło. Wspomagająco działa również olej z wiesiołka i olej lniany.
Oprócz dużej ilości wody i świeżych soków (zamiast słodzonych napojów gazowanych bądź soków z kartonów) poleca się również popijanie naparów z nagietka, liści malin, przywrotnika, rdestu ptasiego, lukrecji, macy (maki), czerwonej kończyny, mniszka, melisy, dzikiej róży, szyszki chmielu, pokrzywy, niepokalanka i kaliny. Niektóre z tych ziół zawierają fitohormony, czyli substancje zachowujące się bardzo podobnie do ludzkich hormonów. Wyżej wymienione zioła wpływają pozytywnie na organizm kobiety, przede wszystkim regulując gospodarkę hormonalną, wzmacniając mięśniówkę macicy, rozrzedzając i klarując śluz, ułatwiając tym samym zapłodnienie oraz zagnieżdżenie się zarodka. Natura jest niesamowicie wielką apteką, dlatego szkoda pominąć jakieś dobroczynne ziółko. W aptekach i sklepach zielarskich dostępne są gotowe mieszanki ziół w postaci herbatek lub tabletek wspomagających zajście w ciążę (zioła Ojca Klimuszki, mieszanka Ojca Sroki, niepokalanek - Castagnus itp.). A kubek czarnej herbaty lepiej zamienić na zieloną, białą lub rooibos.
Dieta tyczy się również przyszłych tatusiów, badania wykazały, że to co jedzą mężczyźni wpływa na jakość ich nasienia. Mężczyźni powinni spożywać więcej nienasyconych kwasów tłuszczowych, znajdujących się w tłustych rybach i olejach – zwłaszcza rzepakowym (nie powinni przesadzać z olejem lnianym, chyba że są zagrożeni nowotworem prostaty, ze względu na obecne w nim fitoestrogeny), witamin A, B, kwasu foliowego, witaminy C i E oraz cynku i selenu. Źródłem cynku i selenu są ryby, orzechy, pestki słonecznika, dyni, nasiona sezamu.
Oczywiste jest zrezygnowanie z jakichkolwiek nałogów szkodzących naszemu zdrowiu (palenie, nadużywanie alkoholu – wskazana jest abstynencja, picie mocnej kawy, herbaty) oraz odstawienie słodkich, sztucznych napojów, zwłaszcza coli, która oprócz dużej ilości cukru i dwutlenku węgla zawiera kofeinę i kwas fosforowy, które nie sprzyjają naszemu zdrowiu i kondycji. 
Myślę, że jakakolwiek diagnoza zapadnie tyle możemy zrobić od siebie.
Powodzenia!


Ciąża

 

 
 



Kiedy ujrzymy któregoś dnia te dwie magiczne kreski lub z innych powodów po prostu to wiemy, przygotujmy się na to, że nasze życie od teraz się zmieni, a w zasadzie powinno się zmienić, na lepsze oczywiście.
Kieruję te słowa nie tylko do mam świadomie decydujących się na dziecko ale i do tych, które los bez ich zgody przeznaczył jako przyszłe matki. To wielki cud. Zawsze lubiłam dzieci ale nie wiedziałam, ba nie miałam pojęcia jakie to nieziemskie uczucie być mamą. Chyba tej miłości nie da się porównać do żadnej innej.
Ta świadomość zobowiązuje do dbania o to dziecko od pierwszych minut jego istnienia, jakkolwiek ciąża ta miałaby się potoczyć, bowiem są rzeczy przykre, od nas zupełnie niezależne i o tym też musimy pamiętać od tej chwili i przez całe życie macierzyństwa. Dlatego róbmy co w naszej mocy by być dla niego miłym, spokojnym, ciepłym i zdrowym schronieniem.
Żeby maluch mógł dobrze czuć się w naszym ciele, to my jako pierwsze musimy sprawić, by ten czas był dla nas szczególnie korzystny, mimo codzienności niekiedy przytłaczającej i niekiedy zaskakującej przekorą. Postarajmy się przynajmniej jedną chwilę dziennie poświęcić sobie. Choćby jedna ulubiona piosenka, która pozwala na kilka minut przenieść się w inny wymiar, jeden ulubiony smak lodów, który przypomina beztroskie dzieciństwo, kąpiel, która odpręża, spacer, który pozwala odejść na chwilę od codzienności, cokolwiek… wystarczy jedna taka chwila, by się po prostu najzwyczajniej zresetować. To bardzo ważne spuścić powietrze i zwolnić na chwilkę. Wtedy krew spokojniej dopływa do dziecka pozwalając mu się tym samym lepiej dotlenić. Pozwalamy mu wówczas również odpocząć od hormonów stresu – adrenaliny i kortyzolu – które ciągle wydzielane do naszego krwiobiegu nie mają dobrego wpływu na rozwój maluszka.
I znów wracam do diety, a w zasadzie nigdy od niej nie powinnyśmy odpoczywać, no dobra jeden dzień w tygodniu jedzmy to, na co mamy ochotę z zachowaniem rozsądku.
Poza tym niech na naszych talerzach królują kasze, dowolne, świeże warzywa i owoce – najbardziej sprzyjające będzie więc dla nas lato. Zimą nadrabiajmy kiszonkami i bakaliami. Tu nie będę oryginalna, jedzmy ryby, w dzisiejszych czasach najlepiej z hodowli ekologicznych, jeśli jesteśmy wegankami to nie zapomnijmy o bogatych w tłuszcze wielonienasycone olejach, zwłaszcza lnianym i rzepakowym. Musimy mieć na względzie, że to co teraz jemy trafia do naszych bezbronnych i zależnych od nas maluszków. Wybierajmy więc te najlepsze produkty, nie muszą być drogie z najwyższych półek. Jeśli nie mamy wystarczających środków jedzmy domowe, krajowe warzywa, kasze i jajka z dobrego źródła – to powinno zapewnić nam i naszym dzieciom zdrowy start.
Jeśli mamy problemy z przyswajaniem żelaza lub nasz mały współlokator wyjątkowo dużo go zużywa, musimy stać na straży zaopatrzenia organizmu w ten pierwiastek. Jeśli jemy mięso, będzie łatwiej. Jeśli jesteśmy wegetariankami skupmy się na jajkach, buraczkach, amarantusie i szpinaku. Pamiętajmy, że kofaktorem do reakcji przyswajania żelaza jest witamina C, a blokerem choćby obecny w produktach pełnoziarnistych i roślinach strączkowych kwas fitynowy, dlatego jeśli chcemy spożywać pieczywo pełnoziarniste, to tylko na zakwasie, a jeśli mamy ochotę na owsiankę, to najpierw namoczmy płatki w kwaśnej wodzie z dodatkiem świeżo zmielonego ryżu na ok. 12 godzin przed gotowaniem, ponieważ zarówno fermentacja oraz moczenie w kwaśnym środowisku przyspieszają rozkład kwasu fitynowego. Ryż natomiast dostarcza niezbędnego enzymu do hydrolizy - fitazy, której brakuje w ziarnie owsa. Jeśli mamy problemy z hemoglobiną włączmy do diety jaja.
Pamiętajmy o produktach zawierających kwas foliowy, o których pisałam rozdział wyżej.
Po 12 tygodniu możemy rozpocząć wstępne przygotowania do porodu. Z mojej strony chcę podkreślić, że jeśli nie ma wskazań do porodu drogą cesarki i jest to Twój pierwszy poród, próbuj swoich sił i zdaj się na naturę. Jeśli jednak z jakichś powodów wiesz, że nie dasz rady, masz złe doświadczenia z poprzednich porodów drogą naturalną lub masz niski próg bólu, bądź cokolwiek, co podpowiada Ci, że nie podejmiesz się tego, porozmawiaj z położną lub lekarzem o swoich obawach, być może lepszym rozwiązaniem będzie zaplanowany poród cesarski.
Jeśli jednak postanowisz wydać malucha na świat siłami natury, powinnaś się do tego aktu przygotować, psychicznie jak i fizycznie. Rozbuduj swoją świadomość, zapoznaj się ze wskazówkami pomocnymi w tej sytuacji. Odsuwaj od siebie złe myśli, stres szkodzi Tobie i dziecku. Relaksuj się jak najczęściej.
Fizycznie, zadbaj o swoje ciało. Udowodniono, że kobiety wysportowane lepiej znoszą poród. Dodatkowo wzmacniaj swój układ krążenia spożywając produkty bogate w witaminę C ( to sprzyja również uelastycznieniu tkanek), nienasycone kwasy tłuszczowe i magnez, wapń i potas. Dotleniaj się. Nawilżaj okolice krocza roślinnymi olejkami bogatymi w witaminę E (migdałowy, winogronowy, inne kompozycje olejków) Tu przywołam olej kokosowy, który świetnie wpływa na skórę. Poprawi to elastyczność skóry i tkanek podskórnych, co może zapobiegać pęknięciu okolic krocza. Na ok. 3 tygodnie przed porodem popijaj napar przygotowany z ugotowanych liści malin. Mają one działanie na mięśniówkę macicy, dzięki tej kuracji, być może uda Ci się zapobiec uszkodzeniu szyjki. Dodatkowo po 36 tygodniu ćwicz mięśnie Kegla, zaciskając, wytrzymując w skurczu najpierw od kilku sekund, w kolejnych seriach dłużej do pół minuty, i rozluźniając zwieracz, tak jakbyś chciała zatrzymać strumień moczu. (Oczywiście ćwicz na sucho, nie będąc w toalecie). Dłuższy czas przed terminem porodu nawilżaj brodawki, aby były elastyczne i dobrze przygotowane do karmienia. Polecam smarowanie olejem kokosowym.
Naucz się wyłączać. Będzie to bardzo pomocne w przejściu przez kolejne skurcze. Przyznam że wyszło mi to dopiero w momencie, gdy mój mąż nie wytrzymał całej nocy i przysnął na kilka nadrannych skurczy. Kiedy zaciskanie zębów i spinanie mięśni nie skutkowało, postanowiłam zastosować się do jednej z rad programu „Łagodny poród” (do nabycia na tej stronie) i ku mojej dumie pomogło. W momencie skurczu poddałam się tej chwili i wyobraziłam sobie synka zbliżającego się do mnie… niesamowite, ulga jaką poczułam była zaskakująca. Pamiętaj, że dziecko w chwili porodu przeżywa o wile większy stres i dyskomfort niż Ty. Jest wypychane z przyjaznego mu środowiska w nieznane. W miarę Twoich sił i możliwości odprężaj się w chwili skurczu, aby maluch czuł Twój spokój, by wiedział, że panujesz nad sytuacją.
Kolejną, często kontrowersyjną dla nas samych kwestią jest obecność ojca dziecka/osoby bliskiej w chwili porodu. Jeśli nie on to koniecznie ktoś, kto wesprze Cię psychicznie i fizycznie. Jeśli masz wybór to wiedz, że dobrze mieć przy sobie życzliwą, bliską osobę w tych chwilach. Jeśli nikt z bliskich nie jest wystarczająco odpowiedni dla Ciebie, postaraj się zapoznać wcześniej z położną pracującą w szpitalu, w którym zamierzasz rodzić.

Nowy człowiek pod naszym dachem

 




Często w ciąży miewałam marzenie, pomijając moment porodu, żeby mały był już po naszej stronie… Kiedy trzymasz w ramionach nowe życie jest coś tak niesamowitego i niecodziennego, że momentami trudno w to od razu uwierzyć. Każdy dzień zbliża do tego cudu i wydaję się coraz bardziej rzeczywisty. Wcześniej dbałyśmy o niego kiedy jeszcze go nie widziałyśmy teraz jest z nami i zarówno my jak i ono może nas zobaczyć, dotknąć i przytulić. Nasuwa mi się tu pewien obraz, kiedyś zobaczony gdzieś w internecie. Kiedy dwóch bliźniaków zastanawia się na istnieniem życia po porodzie, mamy, jedzenia, chodzenia itp. Nie rozczarujmy naszych dzieci i pokażmy im obiecany świat z jak najlepszej strony. Po opuszczeniu przytulnego domku, jakim jest nasz brzuszek, dziecko przeżywa wielki szok. Jeśli tylko masz siły i możesz poświęcić pierwsze chwile maluszkowi, otulaj go sobą jak najczęściej, by słyszał bicie Twojego serca i czuł ciepło Twojego ciała. Od tej chwili jesteś pierwszą osobą odpowiedzialną za niego. To Ty e jego imieniu będziesz podejmowała decyzje na wagę życia.


Karmienie - dobry początek

 


Kiedy tylko jesteś w stanie karmić swojego malucha piersią, będziesz to robiła od pierwszych waszych wspólnych chwil do momentu, aż uznasz, że nie chcesz lub nie możesz. Jeśli jednak z jakichś przyczyn nie możesz karmić dziecka od razu piersią, nie obawiaj się podania mu mleczka z butelki. Dzidziuś jest jeszcze malutki i będzie miał mnóstwo czasu przestawić się na naturalny sposób karmienia, a z drugiej strony hormony w Twoim organizmie jeszcze przez długi okres będą stymulowały wytwarzanie pokarmu. Nie martw się również dokarmianiem maluszka mlekiem z butelki między karmieniem piersią. Staraj się po prostu w miarę możliwości przystawiać dziecko do piersi, bo Twój pokarm jest dla niego najlepszy.
Smaruj brodawki olejkiem lub inną naturalną maścią przeznaczoną do tego. Polecam maść Babydream ponieważ jest zupełnie naturalna i bezpieczna albo olej kokosowy lub olejek ze słodkich migdałów. Nawilżanie brodawek uchroni przed ich uszkodzeniem. Jeśli jednak zdarzy się pęknięcie, nie przystawiaj malucha do tej piersi dopóki jej nie zaleczysz, pokarm odciągaj laktatorem lub wyciskaj ręcznie. Radę swoją opieram na względach higienicznych oraz komfortowych, żeby ewentualnie nie zrazić się do karmienia przez bolącą brodawkę, niekiedy krwawiącą i nie karmić malucha zanieczyszczonym pokarmem.
Codziennie masuj okrężnym delikatnym ruchem piersi, a nadmiar pokarmu odciągaj do pojemniczków i zamrażaj. Zapewni to zapas pokarmu dla malucha oraz opróżni kanaliki mlekowe i zapobiegnie tworzeniu się zastojów.
Zdarza się, że to czasami nie pomoże i np. w chwili osłabienia naszej odporności pojawi się ból w piersi spowodowany najczęściej zastojem i rozwijającym się procesem zapalnym. Wtedy należy działać niezwłocznie. Jeśli nie mamy jeszcze żadnych innych objawów poza bólem i gorączką, stosujmy leki przeciwzapalne i przeciwgorączkowe, naprzemienne ogrzewanie piersi ciepłym prysznicem (nie gorącym) i wtedy opróżniajmy pierś laktatorem (polecam te elektryczne) lub ręcznie lub, jeśli temperatura nie przekracza 39 stopni, przystawiajmy dziecko i po opróżnieniu piersi zróbmy zimne okłady z utłuczonych i zamrożonych liści kapusty. Jeśli natomiast pojawią się plamy zapalne na skórze i/lub wydzielina krwisto-ropna udajmy się niezwłocznie do lekarza. Wtedy najprawdopodobniej lekarz przepisze nam antybiotyk o szerokim spektrum działania. Nie życzę nikomu aż tak poważnego stanu. Zapalenia tak traktowane zazwyczaj nie przekraczają dwóch dób. Niekiedy jednak antybiotyki nie działają tak szybko jak powinny i trzeba podać leki zmniejszające laktację lub całkowicie ją wygaszające.
Jeśli w takim wypadku nie możemy dalej karmić maluszka naszym mleczkiem i wydaje nam się, że pozostaje tylko mleko modyfikowane, nieważne czy na bazie mleka krowiego, koziego, czy soi, to pocieszę Was, że są alternatywy – domowe mleczka roślinne, zbożowe. Wszystko zależy od wieku malucha. Dokładniej opisałam to tutaj, czyli czym zastąpić mleko modyfikowane lub krowie w diecie malucha.
Co do takiego mleczka mamy pewność jego pochodzenia, składników, procesu przygotowywania i jego naturalności oraz wartości odżywczych. W dalszym etapie opiszę ze swojej strony proces wprowadzania nowych pokarmów i na bieżąco postaram się dorzucać przepisy na zdrowe obiadki i zakąski dla naszych milusińskich.
 

Pielęgnacja






Pozwól maluszkowi oswoić się z otaczającym go środowiskiem, zupełnie innym niż to w brzuszku, nie kąpiąc go przez pierwsze dni po porodzie, część naskórka musi się złuszczyć samoistnie, aby właściwy naskórek był gotowy na zetknięcie się z tym otoczeniem. Pozwól, niech dziecko wykształci swoją florę ochronną na skórze. Pępuszek przemywaj spryskując go Octeniseptem (dostępnym w aptekach), który nie podrażnia ale działa antyseptycznie. Do pierwszych kąpieli używaj ciepłej wody z kilkoma kropelkami oliwki przeznaczonej dla dzieci (opartej na naturalnych olejkach, nie parafinie). Jeśli zdecydujesz się na jakiś środek myjący, wybieraj te, które w składzie nie zawierają SLS (sodium lauryl sulphate), gdyż mogą podrażniać wrażliwą skórę i przede wszystkim zmywają naturalną florę, bo mają zasadowy odczyn. Uważajmy również, by kosmetyki naszych maluchów nie zawierały konserwantów w postaci soli kwasu benzoesowego lub parabenów. Mimo, iż zawartość ta zazwyczaj jest znikoma, dla naszego dziecka są to substancje nowe. Więc na start, kiedy komórki dzielą się intensywnie, nie fundujmy mu substancji, które mają niekorzystny wpływ na procesy wewnątrzkomórkowe. Zawsze możemy użyć domowego krochmalu, który świetnie sprawdza się w przypadku podrażnień.
Nie balsamujmy maluchów, nie kremujmy, groźnie wyglądające suche miejsca na skórze w postaci placków selektywnie smarujmy od czasu do czasu oliwką naturalną, olejem kokosowym, bądź olejem z pestek winogron.
Wybierajmy pieluszki jak najbardziej oddychające i naturalne. Od siebie polecam serię Babydream z Rossmana. Pieluszkę, może wg niektórych, trzeba wymieniać częściej niż Pampersa, ale to chyba tylko z korzyścią dla naszych małych pupek, nie chodzi chyba o rekord siedzenia w jednej pieluszce, ja jednak wypróbowałam wielu i spokojnie powiem, że dziecko przesypia całą noc w jednej bez przemakania. Pieluszki te nie są bielone chlorem, a cena ich i jest naprawdę korzystna. To sam tyczy się całej serii Babydream. Produkty te są naturalne, tym samym przyjazne dziecku i w odróżnieniu od innych kosmetyków naturalnych przyjazne naszej kieszeni Pierwsze kupki myjmy ciepłą wodą i wacikiem, później możemy wesprzeć się chusteczkami nawilżonymi substancjami myjącymi. Tu znowu należy zwrócić uwagę na skład produktu. Polecamy chusteczki Babydream sensitive – różowe. Są zupełnie naturalne w swoim składzie, być może dlatego troszkę mniej mokre od konkurencyjnych, ale wystarczające, by poradzić sobie nawet z trudnymi kupkami. Tak samo wybór kremu do pupki jest bardzo ważny u nas jako uniwersalny sprawdził się również tym razem najtańszy i najbardziej naturalny krem Babydream w niebieskim okrągłym opakowaniu. Zawiera naturalne roślinne olejki oraz cynk, ale w optymalnej ilości, bardzo dobrze chroni skórę przed wilgocią, bakteriami i przede wszystkim łagodzi wszelkie podrażnienia, nawet te mocne, w przypadku których częściej zmieniamy pieluszkę, co za tym idzie częściej kremujemy i grubiej. U nas nie potrzebny był żaden inny. Pamiętajmy o tym, by czytać skład produktu, niech nas nie zwiedzie żadna reklama, ani wysoka cena, skóra na pupce jest newralgicznym punktem i należy o nią dbać jak najlepiej i jak najbardziej naturalnie ponieważ już w okolicy odbytu jest bardzo chłonna.
Przyznam, że ciężko cofnąć mi się do tych pierwszy miesięcy, tak żeby nie pominąć żadnych godnych uwagi aspektów ale chyba rozdział do 4 miesiąca można uznać za zamknięty.


Karmienia ciąg dalszy - wprowadzanie nowych pokarmów

 


Niektóre mamy, zwłaszcza te które przeszły już na mleko zastępcze, pragną wzbogacić jadłospis swoich pociech.
Będę starała się  regularnie zamieszczać przepisy odpowiednie, co znaczy bezpieczne i wartościowe dla najmłodszych. Bo jak wiadomo, to co jest dobre dla dzieci, dobre jest także dla dorosłych. Trzymając się tej prawdy, łatwiej będzie nam zorganizować przygotowywanie codziennych posiłków. W bieżących wpisach jednak znajdą się również potrawy, na które maluchy będą musiały jeszcze trochę poczekać. Dlatego, żeby było to bardziej czytelne, potrawy bezpieczne dla dzieci poniżej 5 roku życia będą oznaczone tym symbolem:


Podział poniżej i powyżej 5 roku życia determinuje zawartość ostrych przypraw lub ksylitolu (który jest bezpieczny dla dzieci powyżej 3 r.ż., ale akurat ten możemy śmiało zastąpić innym słodzikiem). Nie należy jednak maluszkom serwować pikantnych specjałów. Szczegółowe dolne granice wiekowe będę starała się umieszczać w poszczególnych przepisach.

Teraz nieco zmieniłam oznakowanie i potrawy zakazane dla maluchów przed 5 rokiem życia oznaczyłam tym obrazkiem:






Oznacza to że wymagają modyfikacji, jeśli chcielibyśmy je podać młodszym lub są dla nich nieodpowiednie i maluchy muszą jeszcze na nie poczekać.

Wybierając produkty spożywcze powinniśmy kierować się przede wszystkim ich pochodzeniem, także priorytet mają tu wszelkie produkty z naszego domowego gospodarstwa, o ile nie lubimy sztuczności, ale tu koło się zamyka, bo organizm dziecka na pewno nie lubi. Jeśli natomiast nie mamy własnego ogrodu, skorzystajmy z warzyw i owoców rodziny, znajomych  lub osób poleconych. W innym wypadku zaopatrujmy się na targach, nie w supermarketach. Jeśli ufamy produktom z certyfikatami żywności ekologicznej i stać nas na te produkty to myślę, że nawet jeśli nie są to idealnie hodowane rośliny, to na pewno są lepsze od całej reszty, pięknie uśmiechających się do nas ze sklepowych półek, dorodnych warzyw.
Wybierajmy więc warzywa z pewniejszych źródeł i starajmy się by zawsze odpowiadały one naszej strefie klimatycznej i porze roku, w której naturalnie występują.
Jako pierwsze podawałam synkowi ziemniaczki, pietruszkę, dynię, marchewkę, cukinię, brokuł, kalafiorek, buraczek, zielony groszek, soczewicę zieloną, czerwoną, fasolkę mung i, w zasadzie kiedy dziecko skończy 10 miesięcy, każde warzywo jest bezpieczne. Uważajmy na pomidora, może powodować reakcję alergiczną. Nie zniechęcajmy się jednak jeśli odczyn alergiczny wystąpi po ekspozycji na surowego pomidorka, nie znaczy to że pomidor obrobiony termicznie również będzie uczulał i odwrotnie.

Jak warzywa to i owoce. Wybieramy najświeższe, nie mające śladów pleśni bądź gnilnych procesów, z bezpiecznych źródeł. Pierwsze owoce to jabłuszka, malinki, jagódki, jeżyny, gruszki, morele, poziomki, truskawki - na które również trzeba zwrócić uwagę, czy nie uczulają.

Bardzo ważne w diecie dziecka są kasze. Pierwsza wprowadzana kasza powinna być bezglutenowa i najlepiej oczyszczona z łuski. Mamy spory wybór: jaglana, gryczana (dla niemowląt najlepsza jest ta niepalona), kukurydziana, ryżowa. Ze zbóż i roślin zbożopodobnych bezpieczny dla niemowląt jest jeszcze amarantus i quinoa (amarantus i quinoa od 7 miesiąca). Orkisz jest zbożem kontrowersyjnym ze względu na inną budowę glutenu, bardziej łaskawą dla naszych kosmków jelitowych, jednak osoby z nietolerancją nie powinny go spożywać. Jeśli chodzi o owies, to sam w sobie glutenu nie powinien zawierać, jednak zazwyczaj jest nim zanieczyszczony, co również dyskwalifikuje go z diety bezglutenowej, ale stawia go na pierwszym miejscu ex aequo z orkiszem w zdrowszej diecie dla osób bez większych problemów jelitowych. Jako pierwsze podawajmy więc kaszki błyskawiczne przeznaczone dla niemowląt z upraw ekologicznych. Z czasem jednak warto przejść na kasze "dla dorosłych" i wtedy każdą kaszę przed gotowaniem należy namoczyć w kwaśnym środowisku na kilka godzin przed gotowaniem, w przypadku owsa należy namoczyć go na ok. 12 godzin z dodatkiem świeżo zmielonego ziarna gryki, prosa, ryżu lub pszenicy, więcej informacji tutaj KLIK. Jako następny etap należy przeprowadzić tzw. ekspozycję na gluten, wtedy proponuję właśnie zacząć od kaszki orkiszowej i po dłuższym jej podawaniu, jeśli wszystko będzie w porządku możemy podać kaszkę pszenną. Przy wyborze gotowego produktu zwracajmy uwagę na to samo, co w przypadku dań ze słoiczków dla dzieci, czyli skład. To, że produkty te charakteryzują się wysokim przetworzeniem i co za tym idzie mniejszą wartością odżywczą, wiadomo nie od dziś, jednak ważne by nie zawierały dodatkowych polepszaczy takich jak cukier, sól, aromaty, barwniki, spulchniacze i konserwanty. Z czystym sumieniem mogę polecić kaszki marek dziecięcych Holle, Baby Sun i Nomina. Nie zawierają żadnych dodatkowych, sztucznych substancji poza witaminą B1. Dostępne są raczej w sprzedaży internetowej lub w dobrze zaopatrzonych sklepach ze zdrową żywnością.

Bakalie to następna pozycja w diecie dziecka zasługująca na szczególną uwagę. Rewelacyjnie zastępują cukier, namoczone w wodzie i zmielone dodają słodkiego smaku różnym smakołykom, a później stanowią bardzo wartościową przegryzkę zastępującą słodycze.
W naszej kuchni królują daktyle, morele, figi, rodzynki, migdały, suszone banany i kokos. Z czasem możemy próbować wprowadzać orzechy (bezpiecznie po 2 r.ż) Są bardzo wartościowe i już nie mogę się doczekać kiedy mój mały  będzie je chrupał. Wszystkie bakalie kupuję ze sklepów z certyfikatami eko, niech każdy myśli co chce, ja uważam że to duża różnica, czy owoce są uprawiane i konserwowane sztucznie, czy nie, w tym przypadku sam wygląd mówi za siebie, niekiedy są mniej atrakcyjne, ale na pewno nie dla naszego zdrowia.

Jeśli chodzi o mięso to nie jestem zwolenniczką podawania go najmłodszym, tym bardziej jeśli nie mamy sprawdzonego źródła. Sama jem bardzo sporadycznie i małemu również zbyt często nie podaję, a już na pewno daleka jestem od przygotowywania posiłków na wywarach zwierzęcych, a zwłaszcza kostnych. Zastanawiając się nad tym głębiej nie trudno o wniosek, że taką wodę po obgotowaniu mięsa z kością należałoby wylać. Zawiera ona wiele toksycznych i śmieciowych substancji. Więcej na ten temat tutaj. I znów jeśli wierzyć etykietkom na słoiczkach, polecam mięska przygotowane z myślą o dzieciach marek mniej popularnych niż ogólnie dostępne w sklepach, Baby Sun lub Holle. Chyba, że mamy swoje źródła mięska świeżego, to wiadomo, że będzie to lepszy wybór.

Za to w 100%  polecam podawanie dzieciom nawet już od 6 miesiąca zółteczka jaja kurzego.  Jest bardzo wartościowe, ale UWAGA może silnie uczulać, nawet w najmniejszych ilościach.
Żółtko składa się z wody, białka, tłuszczów, składników mineralnych oraz witamin. Zawiera natomiast lecytynę niezbędną do prawidłowego rozwoju dziecka,  foswitynę – białko o silnych właściwościach antyoksydacyjnych chroniące układ immunologiczny dziecka. Dodatkowo żółtko zawiera żelazo (1,8 mg w jednym żółtku), które jest niezbędnym składnikiem hemoglobiny i mioglobiny, cynk, który jest potrzebny do produkcji hormonów, takich jak testosteron, konieczny między innymi do wykształcenia i do prawidłowego funkcjonowania narządów płciowych dziecka, utrzymania stabilności błon komórkowych, wzmocnienia układu odpornościowego,  tworzenia czerwonych krwinek oraz prawidłowej mineralizacji kości i zębów. Pobudza również wchłanianie wapnia i fosforu, zapobiega nadmiernemu ich wydalaniu z moczem, korzystnie wpływa na system nerwowy i mięśniowy. Z białkiem wstrzymujemy się nieco dłużej ponieważ mimo pełnego składu aminokwasowego  jest nośnikiem  silnych alergenów. Ok. 10 miesiąca możemy spróbować podać już całe jajko i jeśli dziecko nie jest uczulone na białko kurze z powodzeniem możemy podawać jajka jako zamiennik mięsa w diecie wegetariańskiej.

Tutaj znajdziecie informacje na temat tego, czym zastąpić cukier w diecie dziecka:

Czym zastąpić cukier w żywieniu dzieci


Czystość nie musi być chemiczna 

 



Przy okazji tej strony wspomnę o chemii w środkach czystości.  Często nie zastanawiamy się jak niektóre środki czystości są niebezpieczne dla środowiska, a co mówić dla naszych organizmów i przede wszystkim dla dzieciaków, które pierwsze miesiące życia spędzają głównie na podłodze w naszych domach i organoleptycznie poznają otaczający je świat. Starajmy się używać tych naprawdę niezbędnych i wybierajmy te jak najbardziej naturalne. Do prania dziecięcych ubranek polecam kule piorące zwierające minimalne ilości detergentów albo kasztany piorące, które zawierają tylko naturalne saponiny o właściwościach piorących lub najtańsze i wszędzie dostępne płatki mydlane. Jeśli koniecznie chcemy nadać praniu zapachu, poczekajmy z tym przynajmniej aż dziecko trochę podrośnie, a później wybierajmy te płyny, które oznaczone są mianem "sensitive" lub "hipoalergic".
Warto również zwrócić uwagę na płyn do mycia naczyń i butelek dla dzieci, stosujmy albo płyny ekologiczne, biodegradowalne, bezpieczne dla środowiska i tym samym dla naszych dzieci, albo najprostsze mydełko w płynie lub inny naturalny płyn przeznaczony do kąpieli maluchów.
Dopóki nasze pociechy nie zaczną chodzić ważna jest higiena naszej podłogi, gdyż na pewno przez dłuższy czas będzie ona ich najbliższym otoczeniem. Na pewno nie unikniemy występujących na niej drobnoustrojów, zresztą nie ma takiej potrzeby, gdyż ten etap w życiu dziecka został tak zaplanowany, by młody organizm uczył się odpowiedzi immunologicznej, czyli za równo obrony jak i tolerancji na otaczające nas antygeny. Pamiętajmy więc myjąc nasze podłogi o nie używaniu środków sztucznych, chemicznych i groźnych dla skóry i przewodu pokarmowego dzieci. Polecam tanią i naturalną serię środków czystości angielskiej marki Astonish. Przykładowo płyn do mycia szyb i luster jest na bazie octu i nie zatyka swoimi oparami jak niektóre popularne płyny alkoholowo-rozpuszczalnikowe.

Szczepienia


Tutaj znajdziecie kilka, mam nadzieje, pomocnych wiadomości na temat szczepień maluchów. Podkreślę tylko, że jest to kwestia bardzo indywidualna i większość opinii jest bardzo subiektywnych. Należy pamiętać, że to my jako rodzice decydujemy za nasze dziecko i starajmy się zawsze dawać z siebie wszystko, mając na uwadze dobro dziecka.

Szczepienia:  http://zdrowoinatemat.blogspot.com/2012/12/szczepic-czy-nie-szczepic-oto-jest.html

Zapraszam do odwiedzin!



8 komentarzy:

  1. Mojemu synkowi kupuję właśnie kaszki firmy Holle i Baby Sun. Ostatnio zauważyłam, że niestety w składzie kaszki mleczno-bananowej Holle (wersja "na dobranoc") jest maltodekstryna :( Na szczęście inne rodzaje jej nie mają.
    Jak długo podaje się dziecku takie kaszki? Kiedy należy je zastąpić innym posiłkiem (i jakim?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze dodam od siebie, że ja wybierałam te bezmleczne, może dlatego, że robiłam to swoje mleko, ale ogólnie te kaszki traktowałam jako dodatek do dań słodkich lub słonych, czyli mieszałam taką kaszkę rozpuszczoną na tym naszym mleku albo wodzie z owocami lekko zagotowanymi na początku lub z marchewką i innymi warzywami, w zależności od tego na jakim etapie dziecko było.

      Usuń
  2. I jeszcze jedno pytanie mi się nasuwa: co jest mniejszym złem: cukier czy maltodekstryna?

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tego co się orientuję ad. maltodekstryny to jest niebezpieczna dla diabetyków, bo bardzo szybko podnosi poziom cukru we krwi. Otrzymywana jest w procesie częściowej hydrolizy skrobi, jest najczęściej mieszaniną glukozy, maltozy i polisacharydów w różnych proporcjach.. dla dziecka z dwojga złego wybrałbym maltodekstrynę niż cukier biały rafinowany, ale jednego i drugiego unikam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Te kaszki Holle itp. są najlepsze ze wszystkich dostępnych dla dzieci, jednak są to kaszki błyskawiczne, więc najlepiej jak najszybciej, po oswojeniu dziecka z węglowodanami i białkami zbóż, przejść na kasze tradycyjne i gotować je od zera. My dość długo jechaliśmy na tych hollopodobnych, bo do 6tego miesiąca, ale dawałam od 3 już mleczko zbożowe własnej roboty. Także zależy od kiedy dziecku wprowadzasz pokarmy inne niż mleko matki, wtedy spokojnie można podawać już normalne kasze odpowiednio ugotowane i zmielone. Najpierw jaglaną, grykę niepaloną, ryżową, kukurydzianą, czyli bezglutenowe.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kamilo, wczoraj trafiłam na Twojego bloga i na pewno zostanę tu na dłużej. Tego właśnie było mi trzeba - miejsca o zdrowym życiu, ale z dokładnym, naukowym (ale przystępnym) wyjaśnieniem dlaczego tak, a nie inaczej. Bardzo podoba mi się Twój styl pisania, profesjonalizm i ciekawy dobór tematów. Mam tylko jedną uwagę (mam nadzieję, że nie odbierzesz jej źle) - czytając z ogromnym zaciekawieniem powyższy artykuł zgrzytałam zębami przy ogromnej ilości zdrobnień (jagódki, mięsko, żółteczko). Wiem, że artykuł jest pisany dla mam lub przyszłych mam i w kontekście tematyki dziecięcej jakoś by to uszło, to o ile "kaszka" mnie jakoś nie razi, to "mięsko" już bardzo ;).
    Ale to może moje czepialstwo :)
    W każdym razie gratuluję i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. A co myślisz o diecie matki w czasie karmienia? Odstawić wszystko, co może uczulać? Czy jeść dowolnie, a odstawić, gdy dziecko ma objawy uczulenia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba jeść po prostu zdrowo, prosto, wybierać potrawy gotowane, pieczone i oczywiście surowe. Unikać smażonego i produktów powodujących wzdęcia i ciężkostrawnych. A potencjalne alergeny można wprowadzać stopniowo obserwując reakcję dziecka.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...